Zakładki:
Moja strona
Moje blogi
Moje projekty
Blogi przyjaciół i znajomych królika :)
Miejsca magiczne
Czytam :)
Ezoteryka
Fotografia
Kobiece :)
Malarstwo
Natura i Ekologia
Poezja
Zwierzaki
Tagi
moon phases

Click for Warsaw, Poland Forecast

Wpisy z tagiem: lato

wtorek, 24 czerwca 2008
Kupała, Sobótka, Noc świętojańska...
Józefina Jagodzińska, Kupała 2008
On this Midsummer night
Everyone is sleeping
We go driving into the moonlight...

Kate Bush, Nocturn



Inne nazwy tego bardzo ważnego święta to np. Wianki, Kupalnocka, Palinocka (Polska), Kupolė (Litwa), Ukon juhla(Finlandia), Ivan Kupala (Rosja), Drăgaica (Rumunia) Midsummer (kraje anglosaskie), Litha (Wicca + nordycki neopoganizm), Alban Hefin (Neodruidyzm) i rzecz jasna św. Jan, St. Hans, St. Jones etc. wszędzie tam, gdzie kultura chrześcijańska wyparła starszą nazwę letniego przesilenia.

Kupała to dzień przesilenia letniego, najdłuższy dzień i najkrótsza noc w roku, a także święto ognia i wody. To dzień, w którym światło i moc Słońca są najsilniejsze, kiedy noc jest najkrótsza i kiedy zaczyna się lato :)

Noc kupalna, ze wzgledu na to, że nasz kalendarz nie pokrywa się dokładnie z kalendarzem astronomicznym, wypada w zależności od roku między 21 a 24 czerwca. W niektórych krajach, zwłaszcza w Skandynawii, świętowanie przesilenia letniego trwają nawet i tydzień, od 19 do 25 czerwca :) W tym roku mieliśmy przesilenie letnie 21 czerwca, a ściślej rzecz biorąc Słońce przeszło ze znaku Bliźniąt do Raka o 1.59 naszego czasu. Jowisz z Księżycem były wtedy na szczycie nieba, a że to wszystko działo się krótko po pełni, było na co popatrzeć :)

Kupała to święto ognia i wody, które zmywają i oczyszczają ze wszytskiego, co już niepotrzebne lub nieczyste. Jest to takze Słońca i Księżyca, które we wszystkich kulturach są postrzegane jako widzialne przejawy ognia i wody - dwóch przeciwstawnych, ale nie mogących bez siebie istnieć żywiołów.

Kraszewski w "Starej Baśni" tak opisuje swoją wizję tego święta za czasów, kiedy Słowianie mieli swoich lokalnych bogów, zanim pojawiło się chrześcijaństwo:

"Nadszedł dzień Kupały - święto w całym pogańskim obchodzone świecie, dzień Białego Boga dnia i światłości, na którego cześć paliły się ognie nad Adrią, nad Bałtem, nad Dunajem, nad Łabą, Wisłą, Dniestrem, Rodanem i Sekwaną. Ze czcią tego Bel-boga, Bela, ludy wędrowały na zachód wszystkie, z kolebki swej rajskiej w zimne kraje nowej ojczyzny.

Płonąca świeca, Lux vivensDzień Kupały - najdłuższy w roku, noc Kupały - najkrótsza, były jednym ciągiem wesela, śpiewu, skoków i obrzędów.

I na tej górze świętej nad jeziorem, kędy się z sąsiednich mirów na Kupałę najwięcej ludu zbierało, już o wschodzie słońca z kąpieli wychodzące tłumy, przybrane w wieńce, poprzepasywane bylicą, postrojone ziołami kwitnącymi, otaczały starych gęślarzy.(...)

Ze wszech stron widać było sunące sznurami niewiasty w bieli, całe w wiankach i opaskach zielonych, chłopaków w narzuconych na ramiona siermięgach. Zewsząd po gajach i lesie brzmiały przedśpiewy zwiastujące nocną uciechę. (...) A z dala słychać było śpiew.

- Słońce w morzu się kąpało, bo na wesele iść miało... Wiodą, wiodą pannę młodą, w złote szaty przyodzianą... Księżyc jedzie z gwiazd drużyną, witaj, słoneczko kochane... Ty mi będziesz królowało... Słoneczko moje jedyne! Kupało!"

Dla wyjaśnienia - w krajach północy Księżyc jest mężczyzną, a Słońce kobietą, w krajach południa - odwrotnie. W dzień letniego przesilenia wedle tradycji światła na niebie brały ze sobą ślub :)

To była - i jest - noc płodności, radości i miłości. Tego dnia (i nocy) właśnie - dzięki takim zwyczajom jak wianki i poszukiwanie kwiatu paproci - pary, które nie mogły się związać ze względu na różnice statusu, majatku czy rodowych waśni, mogły wykorzystać to święto do zawarcia małżeństwa, niejako z wyższego poziomu, za pozwoleniem bogów najwyższym argumentem jest miłość i nikt nie miał prawa się przyczepić :)

 

Potem, kiedy ludzie przejęli chrześcijaństwo, owa mozliwość zawarcia małżeństwa z miłości została odcięta i zamiast tego zaczęto wianki traktować jako imprezę romansowo-rozrywkową. Panny wrzucały wianki do rzeki, a panowie (tylko kawalerowie rzecz jasna) wskakiwali do wody i je wyławiali. Z czasem kąpiele wyszły z mody i polowana na odpływające wianeczki z świętej, magicznej bylicy z łódkek. Ten młodzian, który zebrał najwięcej wianków, temu wróżono największe szczęście w miłości, zyskiwał status lokalnego Casanowy w nadchodzącym roku ;) Jeśli natomiast jakiś chłopak nie wyłowił żadnego wianka, albo nikt nie wyłowił wianka jakiejś dziewczyny, to mieli oni spędzić samotnie cały następny rok. Samotny rok to nie była jednak najgorsza opcja - gorzej wróżyło, jeśli wianek utkwił w zaroślach (wróżyło to nieślubne dziecko), a jeszcze gorzej zatonięcie wianka (ciężka choroba lub śmierć).

Wianki puszczano na wodę nie tylko w celach romansowych, także po to, żeby sprawdzić, jak będzie się powodziło miejscowej społeczności do następnego święta, czyli Zażynek (Lugnasad). Kobiety puszczały razem jeden wianek i przyglądały się, co będzie się z nim działo na rzece. Jeśli spokojnie odpłynął, nie tonąc i nie zaczepiając o nic po drodze, wróżyło to całej wsi szczęśliwy czas do zbiorów, a więc i spokojny, syty i spędzony w dobrobycie rok. Jeśli nie...

Poza wiankami (dziewczyny puszczały, a faceci próbowali upatrzonego wianka dopaść ;)), skakaniem przez ogień (samotnie i parami) w Sobótkę odprawiano również inne wróżby (co też czyniłam w tym roku na wieczorze wróżb:)), zwykle związane z miłością, ale i ze zdrowiem, powodzeniem, dobrobytem. Wiele z nich polegało na obrzędach z pogranicza wróżenia i magii kwiatowej (najważniejsze bylica jako roślina księżycowa, dziurawiec jako słoneczna roślina), a także na nasłuchiwaniu odgłosów natury i wyciąganiu z nich wniosków. Bardzo popularne były też wszelkie wróżby ze wodne - a więc wpatrywanie się w rzekę, w jezioro, w studnię czy miskę zwodą, a potem i w lustro... Wierzono, że ludzie, którzy bawią się w Sobótkę, będą przez cały rok będą żyli w szczęściu i dostatku, czego i wam życzę, mrucząc pod nosem: Isaja, łado, ileli, jaja...

Dziś są moje imieniny, 24 jest nie tylko Jana, także Józefiny :)