(Tekst z 13 grudnia:)
13 grudnia święta Łuca dni przerzuca
W Skandynawii do tej pory istnieje zwyczaj, że albo 13 grudnia - w dzień św. Łucji, albo na Gwiazdkę kobiety przebierają się za Łucję, wkładając na siebie białe giezła i koronę ze świec, ozdobioną wieńcem liści jakiegoś wiecznie zielonego drzewa, takiego jak na przykład ostrokrzew. Następnie "Łucje" chodziły - kiedyś od dworu do dworu - z darami w postaci różnych smakołyków i częstowały domowników. Dziś najczęściej małe "Łucje", a raczej Gythy (imię Gytha to skandynawska wersja Bryghyd) wędrują po własnym domu, obdarowując przysmakami rodzinę, albo bawią się w szkole tego dnia. 
Koleżanka, której córka wyszłą za mąż za Szweda, dodaje, ze tego dnia nie tylko dzieci sie bawią, ale dorośli też, a ponadto bywa, że "Łucja w świetlistej koronie" to facet 
13 grudnia jest przy tym stosunkowo nowym wynalazkiem - przed zmianą kalendarza na gregoriański dzień św. Łucji przypadał na czas przesilenia zimowego, na Gwiazdkę. Mechaniczna zmiana kalendarza wprowadziła zamieszanie w symbolice świętych (którzy bardzo wiele odziedziczyli po swoich pogańskich poprzednikach) i zaciemniła kontekst kulturowy pradawnych zwyczajów, trwalszych, niż same religie.
Istnieje legenda szkocka, chrześcijańska tłumaczaca ów zwyczaj, wędrujący w czasie od 13 grudnia aż do Imbolg (noc z 1 na 2 lutego). Sw. Brygida (aka trójpostaciowa pogańska Brigit) , która w celtyckich wierzeniach była położną Marii (spadkobierczyni tradycji Wielkiej Bogini), gdy ta rodziła w zimowe przesilenie solarne dzieciątko Jezus. Wedle Celtów, kiedy Herod za pomocą rzymskich żołnierzy nerwowo przetrząsał Judeę w poszukiwaniu niewygodnego pretendenta do tronu, to właśnie Brigit ustrzegła przed niebezpieczeństwem święte dziecko i jego matkę w połogu. Żeby odwrócić uwagę od miejsca, gdzie ukrywali się poszukiwani, błaznowała przed żołnierzami, wkładając na głowę koronę z palących się świec.

Imię Łucja oznacza tą, która przynosi światło. Według legend poza tym, że była niezłomna w wierze, jak to zwykle chrześcijańscy święci, była opiekunką oczu i do niej zwracano się o pomoc w chorobach związanych z widzeniem. Wedle przekazów pewnego razu pobożna święta wydłubała je sobie nożem, by pozbyć się pewnego natrętnego adoratora, który nie mógł zrozumieć, że jej życie i ciało należy wyłącznie do nowego boga. W dowód swoich zdecydowanych przekonań przesłała mu swoje oczu w miseczce. Efekt został osiągnięty - adorator jakoś stracił chęć na dalsze kontakty.
Ta horrorystyczna, krwista historyjka, którą zapewne opowiadano sobie w długie zimowe wieczory, ma swoje drugie, pogańskie dno, ponieważ św. Łucja w rzeczywistości nigdy nie istniała, była natomiast zastępczynią kobiecych bóstw, które zostały wyklęte.
Tak naprawdę też, na początku, podobnie jak w micie o Edypie (wszystko wskazuje na to, że po tym, jak dowiedział się, że sypiał z własną matką, bynajmniej sie nie oślepił, tylko obciął sobie przyrodzenie wraz z jądrami, co jest dość logiczne) , świątobliwa Lucia nie wydłubałą sobie oczu, tylko odcięła piersi, które w wersji łagodniejszej zamieniły się w oczy. Być może jest to echo legendarnych Amazonek? Kto wie. Ślad w kulturze jednak pozostał, popatrzcie na to "cycate" tradycyjne dla tego święta ciasteczko z szafranem:

Od Łucyi dni dwanaście policz sobie do Wilii,
patrz na słonko i na gwiazdy, a przepowiesz miesiąc każdy
Nie patrzyłam dziś specjalnie ani na Słonko, ani na Księżyc, ale za to teraz palą się u mnie dwie zlepione ze sobą świece. Czy to symbol świetlistych oczu, czy cycuszków - to podwójne światło rozprasza zimowe cienie dokładnie tak jak trzeba 