Większość moich znajomych narzeka na zimno. Mam to szczęście, że mój dom jest dobrze ogrzewany, ubieram się ciepło i na dodatek dużo lepiej znoszę mróz, niż tę wilgotną paciajowatą pogodę, która panowała w listopadzie i grudniu.
Mróz maluje na szybach przepiękne wzory krzaków, liści i pawich piór, przynajmniej tak to wygląda nad ranem - potem topnieją, bo słonko nie rezygnuje :)
Poza tym trzeba używać innych perfum :) Na urodziny, które były w styczniu, dostałam całkiem przyjemny zapach kwiatu pomarańczy - wtedy było jeszcze cieplej i wilgotno, więc zdążyłam je ponosić kilka razy. Tymczasem przyszedł mróz i wszystkie kwiatowe zapachy stały się płaskie - przypomniało mi się, że mam jeszcze końcówkę zimowej wody toaletowej Nature Millenaire, który to zapach jest z krótkiej serii, niestety już wycofanej z produkcji - i w chłodzie ten zapach pięknie się rozwija (w cieple ma zapach starej ciotki :P - tak to już jest z zapachami, każdy jest dla innego rodzaju skóry i na inną pogodę). W zimie jest korzenny, ciepły i interesujący :)