Genialna notka mojego kumpla Lambara, ze strony http://www.sny.net.pl
Rozmowa dotyczyła tego, jakby było pięknie wygrać w totka, bo wtedy TAAAAAAAAK można byłoby się rozwinać duchowo... Pojechać do Indii i w ogóle...
Ale kawałek jest dużo bardziej uniwersalny. Zobaczcie zresztą sami:
Pomyśl o tym tak: jesteś świetnie wyszkolonym komandosem zrzuconym gdzieś do dżungli co by wykonać jakąś misję składającą się z wielu elementów, przykładowo - coś dać temu, pobrać informacje od tego, przejść kawał drogi z tym, rozminować kawałek pola minowego, pomóc wieśniakom w stawianiu spichrza itp. itp.
I teraz zrzucają cię na dżunglę a ty lądujesz w pięknej rezydencji z basenem z pięknymi laskami lub facetami (w zależności od upodobań). Jest tam super kucharz, jedzenie palce lizać, co wieczór imprezki figo fago, co tylko chcesz masz, bo ci helikopterem zworzą.
I fajnie ci tam, prawda?
Przyjemniutko, cieplutko, wygodniutko...
I nudniutko, patrząc z innej perspektywy, to za przeproszeniem rzygać się chce siedząc dłużej w takiej stagnacji. O kant tyłka rozbić pogadanki przy basenie lub na imprezie lub wymyślanie jaki to ja bym chciał strój sobie kupić.
A jeśli powiesz, że ciebie to nie dotyczy to głęboko się mylisz.
Dokładnie tak by było po tym, jak byś teraz wygrał kupę kasy.
Przebierałbyś w zabawkach,zamiast działać w odpowiednim kierunku, czyli w tym, po co się urodziłeś.
Twoje życie jest najlepszym skarbem i zacznij je doceniać zamiast popłakiwać, że pieniądze to mi dopiero pozwolą na to i tamto.
A to gówno prawda jak to gdzieś tam w Polsce gadają